Nie ma przyjemniejszej chwili dla fotografa ślubnego niż ta, gdy w trakcie wesela uda mu się dostrzec osobę zjawiskową, na widok której jego aparat krzyczy: "Fotografuj ją gamoniu! Na co czekasz? Potrzebujesz jakiegoś specjalnego zaproszenia?". "Jednego czego potrzebuję w tej chwili - mruczę pod nosem - to to, abyś trafił z autufokusem koleżko". I strzelam. Czysta przyjemność. Po prostu odpływasz człowieku.
Taką właśnie zjawiskową istotę, którą mój Canon pokochał od pierwszego zbliżenia (mam na myśli zoom oczywiście :) ) była Beata. Sami możecie ocenić efekty tej spontanicznej "sesji".
Przy okazji dziękuję Ci Beato, za zgodę na publiczną prezentację tych zdjęć. Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się zorganizować profesjonalną sesję studyjną. Pozdrawiam Cię serdecznie.















































